Ks. Niewęgłowski: dziękuję dziennikarzom za rzetelną pracę

Dziennikarze złożyli hołd Janowi Pawłowi II podczas Mszy św. w kościele środowisk twórczych w Warszawie. Ks. Wiesław Niewęgłowski, duszpasterz twórców, podziękował wszystkim ludziom mediów za rzetelną i ofiarną pracę w czasie choroby, śmierci i pogrzebu Ojca Świętego oraz w dniach żałoby po nim.

Pełen tekst homilii:

"Witam serdecznie dziennikarzy prasy, radia i telewizji, władze, redaktorów naczelnych, prezenterów, komentatorów, operatorów, dźwiękowców, montażystów, wszystkich was - ludzi mediów, którzy z tak wielkim zaangażowaniem i współodczuwaniem towarzyszyliście w trudnym dla nas wszystkich czasie, jakim było odchodzenie, śmierć i pogrzeb Ojca Świętego Jana Pawła II. Z dużą refleksją, kulturą, delikatnością przedstawialiście informacje i komentarze. Skończyliście swoją intensywną pracę, która od ubiegłego tygodnia trwała praktycznie dzień i noc, przychodzicie, aby się modlić w intencji Ojca Świętego. Niech Pan przyjmie nasze wołanie.

Ewangelia dzisiejsza ukazuje drogę w słońcu, a na niej dwóch uczniów Jezusa. Nie widzieli ani piękna dnia, ani budzącej się wiosny, bowiem załamanych na duchu wypełniało dojmujące zmartwienie. Ukrzyżowano Mistrza, Chrystusa. Porażeni śmiercią, przeżywali klęskę. W tych dniach są bliscy wielu ludziom w ich smutku. W drodze dołączył się do nich Nieznajomy. Zaczęli Mu opowiadać żywo i bezładnie o tragedii, o przegranej, o wydartej nadziei. On słuchał cierpliwie o wszystkim, co się wydarzyło, o smutku, o przegranej. Po czym długo tłumaczył im sens wydarzeń, odpowiadał na pytania, wyjaśniał wątpliwości. Przy końcu drogi, przyjął zaproszenie wędrowców stało się ono jedną z najpiękniejszych modlitw, jakie wierzący będą zanosić do Pana: Zostań z nami, bo ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił - zasiadł do wieczerzy. Dopiero wtedy otworzyły się ich serce i poznali, że to Zmartwychwstały.

Jezus od tamtej wędrówki do Emaus bezustannie towarzyszy człowiekowi na jego drogach. Mówi przez znaki i wydarzenia, przez Biblię i łamanie Chleba. Na swoich drogach trzeba odkrywać Go bez uprzedzeń, wciąż i wciąż na nowo, usilnie i wnikliwie. Chodzi wśród ludzi, towarzyszy im, ale "oczy serca" bywają przysłonięte. Jezus obecny w nauczaniu i życiu Jana Pawła II towarzyszył ludom i narodom za naszych dni. Papież przyprowadzał do nas Chrystusa nie tylko podczas kolejnych pielgrzymek, ale w każdej wypowiedzi. Mimo, że Ojciec Święty odszedł, świat miłości, świat ducha, który głosił, o którym świadczył swoim życie, staje się w niezwykły sposób naszym udziałem.

W ostatnich tygodniach dostrzegliśmy Niewidzialne. Odchodzenie, cierpienie, śmierć ukochanego Ojca Świętego postawiły miliony, a także każdego z nas na granicy czasu i wieczności. Rodzi się w naszych sercach, w naszym społeczeństwie nowy świat.

Trudne chwile Papieża, które zasiewały się bólem w naszych sercach, były i bólem wielu z was. Oto dzięki wam Ojciec Święty przyszedł do nas z całym swym bogactwem nauczania, życia, posługi. Praca wasza podczas ostatnich dwóch tygodni przynosiła informację, komentarz, ale i to co najważniejsze współ-myślenie z milionami rodaków, współ-odczuwanie, poważne ukazywanie rzeczy pierwszych. Umieliście nie tylko odczytać trudne znaki naszego czasu, ale i wyjaśniać je, przekazać ludziom - niosąc nadzieję. Chwilami byliście jak siostra przy łożu chorego, nakładająca delikatnie opatrunek na wielką ranę. Bóg zapłać.

Jako dziennikarze mieliście przed sobą trudne i ogromne wyzwanie - odejście i pogrzeb Jana Pawła II - największe wydarzenie wieków, które w sposób niezwykły wyzwoliło na całej ziemi jedność umysłów i serc. Przekazaliście je rzetelnie, z powagą, z sercem, w sposób najlepszy, jaki było to możliwe. Poprzez swoją pracę zaprowadziliście polskie dziennikarstwo, polskie media na szczyt. Pragnę wyrazić wam, jako wasz pasterz, a jednocześnie jako wasz kolega pracującym w mediach w sposób stały, słowa uznania i wdzięczności. Słowa wdzięczności i podziękowań kieruję do was w imieniu ogromnej rzeczy rodaków - otrzymywałem wiele telefonów, faxsów, e-maili w kraju i zagranicy, dziękujących za wasz trud i wielką, dobrą robotę. Przekazuję to podziękowanie.

Co teraz przed nami? - padają pytania pod adresem społeczeństwa, poszczególnych pokoleń? Czy stan ducha utrwali się? Czy odmiana będzie kontynuowana? Czy Jan Paweł II - ziarno które wpadło w ziemię, wyda plon? Idąc tym śladem, stawiam pytanie: Jakie będzie dziennikarstwo, jacy dziennikarze - po tych wielkich dniach, które przemieniły oblicze polskich mediów? Otwarcie na Boga i ludzi, troska o człowieka, życzliwość i chęć rozmowy z każdym, przywoływanie opinii zwykłych ludzi - to nowe dary, które was spotkały. W tych trudnych dniach dziennikarze i ich praca zyskali nową jakość, rzetelność, bliskość z ludźmi, podjęcie ich podstawowych doświadczeń. Poszliście daleko. Nie ma odwrotu. Osoba Jana Pawła II, nie może odejść w mediach w czas miniony. Trzeba wracać do jego nauczania, osoby, posługi. Starajcie się, aby nadal mówił i do was i przez was. Dziedzictwo jakie nam zostawia niech przyjmie naród, pomnoży je i przekaże. Dziedzictwo jakie nam zostawia niech przyjmą ludzie mediów, pomnażają je i przekazują.

W mijającym tygodniu otrzymałem list od Ojca Świętego, wysłany 30 marca br., w środę, która zamknęła okno ostatniej audiencji. Jak wielkie było poruszenie mego serca, wiecie. W przesłanym wielkanocnym tekście jest poruszające zdanie: Mane nobiscum Domine - Zostań z nami Panie. Dzisiejsza ewangelia i list stają się przesłaniem dla nas, dzisiejszego zgromadzenia. Myśl przekazana pasterzowi, jest własnością jego owiec. Pisząc do mnie, napisał także w jakiś sposób do każdego z was. Jan Paweł II odchodząc, pozostawił nam jako testament to jedno zdanie: Mane nobiscum Domine, Zostań z nami Panie.

Niech stanie się ono programem naszego życia i waszej służby. Zostań z nami Panie - to zaproszenie Chrystusa w nasze życie, w nasze dni, w nasze doświadczenia. Ponawiany akt wiary, nadziei, prośba o pomnożenie miłości. Zostań Panie w nas, w naszych domach, w pracy. Zostań z nami Panie i chodź z nami, jak w Emaus. Z tego zaproszenia czyńcie waszą modlitwę, refren do wielokrotnego powtarzania każdego dnia. Zaproszony Jezus przyprowadzi z sobą do nas Ojca Świętego, naszego orędownika w niebie.

W tej modlitwie za Jana Pawła II, naszego ojca, modlimy się razem z nim słowami, jakie zostawił nam w spadku: Zostań z nami, Panie, Mane nobiscum Domine.

 

 

 

 

MAUZOLEUM TRUDNEJ SŁAWY I CHWAŁY

 

Nekropolia powązkowska - Czarna perła Warszawy.  Jedyna wśród 27 cmentarzy naszego stołecznego miasta. Powązki – to historia i byt narodu utrwalone w nagrobnych rzeźbach, pomnikach, marmurowych płytach. Sanktuarium narodowej pamięci.

Cmentarz powstał w 1790 roku. Powiększano go 19 razy.

To zabytek najwyższej klasy.  Miał swój udział w życiu nie tylko zmarłych i żywych. Wojna nie ominęła tego miejsca. Gąsienice hitlerowskich czołgów  rozjeżdżały mogiły, bomby rosyjskich samolotów budziły ze sny zmarłych.  Pieczę nad tym świętym miejscem sprawuje Kuria Metropolitalna Warszawska, a w jej imieniu ks. proboszcz parafii powązkowskiej ks. Mk Gałęziewski. Opiekunem społecznym  jest Społeczny Komitet opieki nad Powązkami. Obchodzimy 30 lat jego istnienia i działania.

Cenną inicjatywę ochrony nie tylko pomników, ale pamięci, osób które one przywoływały rozpoczął Jerzy Wadorff. „Za bramą tej ciszy.. – mówił - trzeba ocalić świadectwo przeszłości dlatego, bo... naród pozbawiony historii przemienia się w bezbronne stado. Walcząc o przyszłość narodu, trzeba się oprzeć o jego osoby z przeszłości.” Twórca Komitetu Ochrony Starych Powązek miał świadomość wagi pamięci przeszłości, gdy  komunizm przynosząc nowy porządek, prawował gorliwie nad jej zniekształceniem. 

Powązki - mauzoleum  trudnej sławy i chwały. Spoczywają w nim sławni i nieznani, służyli narodowi i rodzinom,  żołnierze powstań narodowych od insurekcji Kościuszkowskiej aż po powstanie warszawskie, Polacy walczący o niepodległość, osoby zasłużone dla kraju, miasta, dla kultury, pisarze i poeci,  uczeni i artyści, biskupi i księża lekarze, inteligencja, warszawski lud.  Dwa i pól miliona zmarłych spoczywa oczekując na zmartwychwstanie. Ten  stary warszawski cmentarz jest olbrzymią księgą, w której zapisane sprawy publiczne i osobiste, dramaty i nadzieje. Inskrypcje nagrobne opowiadają o życiu, ofierze, cierpieniach, śmierci.

 

Nie chodzę tam by usłyszeć śpiew wilgi,

Popatrzeć... jak teściowe z zięciami porastają bluszczem...

Chodzę dziwię się przemilczam

Ilu młodszych umarło ode mnie ( J. Twardowski)

 

Powązki odsłaniają XIX wiek, powstający w  warunkach niewoli skrupulatny zapis księgi-pamiętnika o ludziach, ale i dzieła kultury polskiej. To właśnie tutaj, gdy nie można było gdzie indziej, tworzył się  niezależny salon rzeźby polskiej. Ograniczenia rosyjskiego zaborcy nie sięgały zmarłych – im czołowi artyści oddawali swój talent. Na Powązkach mogli zabrać swój głos, ocalić wczoraj z myślą o jutrze. Paradoksalnie na powązkowskim cmentarzu  zachowana została ciągłość architektury i rzeźby, pracy wybitnych rzemieślników.      

Komitet Ochroni Powązek od trzydziestu lat ocala tę spuściznę. Angażuje artystów, wybitnych ludzi kultury, aby wspólnie ze społeczeństwem zatrzymać tę dawną i cenną spuściznę i przekazać ją współczesnym oraz przyszłym pokoleniom. Ogarniając wysiłek 30-lat, uratowanych od zapomnienia i zniszczenia wielu pomników, cennych rzeźb, nie sposób nie wspomnieć, że ta inicjatywa „ochrony” przeniosła się i została podjęta w innych miastach: Krakowie, Lublinie, Poznaniu. 

Bóg zapłać za tę działalność. Niech Pan, błogosławi w dalszych działaniach. A zmarli, których otaczacie pamięcią, niech wypraszają wam potrzebne łaski.

 

_____________________

Wypowiedź ks. W. Niewęgłowskiego na 30-lecie Komitetu Opieki nad Starymi Powązkami w dn 8 maja 2004 r. w  kościele środowisk twórczych

 

 


KAMIENNE TABLICE DLA WARSZAWY I POLSKI

 

Ekscelencjo Księże Arcybiskupie Nuncjuszu,

Ekscelencje,

Drodzy Bracia i Siostry,

Umiłowani Rodacy,

 

Razem z wami pragnę wyśpiewać pieśń dziękczynienia Duchowi Świętemu. Jego obecność, gdy podąża przez dzieje, stała się i naszym udziałem raz jeszcze, ale w sposób wyjątkowy.

Dzisiaj mija 25 lat od I pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny. Pamiętamy jego kroki, które skierował na pobliski Pl. Zwycięstwa, a później  przez polską ziemię. Ojciec św. wypowiedział wtedy do nas nadal aktualne słowa, które powinniśmy znać, rozpamiętywać i kierować się nimi. Kościół – powiedział papież - głosi Polsce Chrystusa – klucz do rozumienia naszych dziejów i każdego z nas.

Wtedy, dokładnie tamtego wieczoru, syn Ducha przywoływał Ducha nad nami. Pamiętamy brzemienne  słowa, które rozpoczęły nową epokę w historii Polski, Europy, a nawet świata. Przywołajmy prorocze wołanie wypowiedziane przez papieża przed laty:

Dzieje ojczyzny tworzone przez każdego jej syna i każdą córkę od tysiąca lat, i w tym pokoleniu, i w przyszłych -  ogarniam myślą i sercem i włączam w ofiarę Chrystusa.

I wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja: Jan Paweł II papież, wołam z całej głębi tego tysiąclecia, wołam wraz z wami wszystkimi:

Niech zstąpi Duch Twój!

Niech zstąpi Duch Twój!

I odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi.

Wszyscy zgromadzeni  na placu, a także przy odbiornikach radiowych i telewizyjnych – od morza do gór, powtarzali przez łzy słowa tej modlitwy  wraz z nim: Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi.

Czy tamto modlitewne wołanie papieża i ludu pozostało bez echa?

Czyż nie powiał wtedy nad naszym krajem, nad granicami, zasiekami, nad totalitaryzmem ów wielki Boży wiatr, przynosząc przebudzenie, czyniąc braterstwo umysłów i serc? Czy nas i inne narody nie wyprowadził na wolność?

Polska stała się wtedy ziemią szczególnego daru. Doświadczyliśmy naocznie prawdy, że Duch Św. jest nie tylko zapisem w credo, ale istnieje blisko nas i działa. Duch Święty obudził wtedy moc w narodzie, zerwaliśmy więzy, jakie próbował nałożyć  nam nieludzki system. Przyniósł każdemu nadzieję w życiu osobistym, rodzinnym, społecznym. Dostąpiliśmy daru wolności.

Słowa papieskie przyniosły dary Ducha, ale były też wyjątkowym wyzwaniem – rodziły zadania i zobowiązania, czy do nich dorośliśmy? Patrząc na to, co dzieje się w życiu społecznym, rodzinnym, a zwłaszcza politycznym, musimy stwierdzić, że dokonała się tylko częściowa odnowa. Przyznać trzeba, że roztrwoniliśmy dary Ducha Bożego. Trzeba powiedzieć z bólem, opuściliśmy Pana i Ożywiciela, który przyniósł nam nową szansę, nową epokę. Duch, który odnawiając oblicze tej ziemi, chciał mieć w każdym z nas swoich współpracowników, niewielu ich spotkał. Mieliśmy być  jedni z drugimi, a jesteśmy jakże często jedni przeciw drugim. Mieliśmy być ludźmi trudzącymi własne sumienie, a ileż razy pozostaje ono  zapoznane. Mieliśmy być nosicielami prawdy i dobra, skąd zatem takie kłębowisko chorych dusz, szkodliwych umysłów, roznosicieli zła?

Jan Paweł II  jak Mojżesz wyprowadził nas z morza Czerwonego i dał drogowskaz nam i przyszłym pokoleniom, jak mamy iść w czasie. I właśnie słowa współczesnego Mojżesza: Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, zostają zapisane na tej świątyni jako kamienne tablice dla Warszawy i Polski. Twórcy i ja, ich duszpasterz, ofiarowujemy dziś tę gołębicę, znak Ducha Świętego, każdemu z was, miastu i ojczyźnie. Niech trwa przez stulecia, niech trwa i wyrytymi w kamieniu słowami Ojca św. wzywa współczesnych i przyszłych, aby odnawiali oblicze narodu i tej ziemi. Europy i świata.

Niech to wołanie, które papież powtarza codziennie, stanie się naszym pragnieniem, naszym refrenem, naszą litanią do Ducha. Niech znowu przywołuje Jego moc, a nas czyni współpracownikami Boga w przemianie  ludzi i dziejów. Dziś bowiem  odnowy  potrzebuje nade wszystko człowiek, pojedynczy człowiek. Prorocze przywołanie Ducha Św. jest programem dla naszego życia tutaj i teraz, a także tu i jutro. Wolności nadajmy „ewangeliczny i ludzki kształt”.

W pobliżu wieczernika naszych dziejów,

raz jeszcze przywołajmy Ducha św., bo

Musimy być mocni tą mocą, które daje wiara.

Musimy być mocni mocą nadziei, która istnieje wbrew nadziei

Musimy być mocni mocą miłości, która jest potężniejsza niż śmierć. Amen.

 

 

______________________

Homilia  wygłoszona 2 czerwca 2004 r., w 25-lecie I pielgrzymki Jana Pawła II w Polsce - kościół środowisk twórczych pw św. Brata Alberta i św. Andrzeja Apostoła w Warszawie

 

 


 

PEŁNIŁ SWOJĄ POSŁUGĘ DO KOŃCA

 

Odszedł młody dziennikarz. Rokował wiele nadziei na pol publicystę. Żył wśród ludzi i umierał pośród nich. W pracy i w cierpieniu pozostała przy nim redakcja, co nie jest dzisiaj w polskiej rzeczywistości medialnej takie częste..... I po śmierci   grono  przyjaciół i  pracowników telewizji  staje przy nim. Zaprosiło nas na liturgię eucharystyczna. Dlatego tutaj jesteśmy.

Red Marcin Pawłowski mając świadomość odchodzenia, pragnął do końca pełnić swoją pracę, posługę. Zmagając się z chorobą, z cierpieniem  przychodził do nas wieczorem, aby opowiedzieć fakty o  Polsce, o świecie. Trwał do końca.

Jednocześnie nie sposób nie podkreślić odwagi władz telewizyjnych tvn, którzy zdecydowali się, aby na wizji ukazywać umierającego z dnia na dzień dziennikarza. To wielka odwaga. Złamaliście niepisany światowy kanon telewizyjny, który promuje piękno, zdrowie, rozrywkę. Ofiarowaliście ludziom jedną z najtrudniejszych prawd, że człowiek przemija. W niektórych odbiorcach ta decyzja budziła sprzeciw. Podjęliście jednak  odważną prawdę, aby być przy człowieku w jego trudnych chwilach, aby zabrać głos o ludzkim przemijaniu....   

 

________________________

Fragment homilii ks. Wiesława  Niewęgłowskiego podczas Mszy św. intencji śp. red. Marcina Pawłowskiego wygłoszonej dn   21 listopada 2004 w kościele środowisk twórczych

 

 


 

DZIEDZICTWO ZŁOŻONEJ HISTORII

 

Przychodzimy w tak licznym gronie, aby podziękować Bogu za wszelkie dobro, jakie przyszło przez serce i umysł Borys Woźnickiego.  Muzealnika, historyka sztuki, malarza, uczonego. Poprzez swoje pełne pasji zabiegi zbieracza i konserwatora uratował  tysiące zabytkowych dzieł sztuki, zatrzymał przeszłość, abyśmy mogli lepiej rozumieć nasze wczoraj i dzisiaj, abyśmy mogli lepiej zrozumieć samych siebie. Uchronił przed dewastacją kościoły i cerkwie. Człowiek ten ma swoje oddzielne miejsce, kiedy ogarniamy  dziedzictwo złożonej  historii i kultury oby narodów Polski i Ukrainy.

Patrzymy na krajobraz lwowski, podolski, kijowski. Osadził się w nas, zapuścił korzenie, jak drzewo.  „Zobaczmy, że drzewo im bardziej zapuszcza korzenie w głąb ziemi, tym bardziej jego korona jest okazała i rośnie ku niebu.  Wrastając w ziemię, jednocześnie wyrastamy ponad nią. Spinamy górę z dołem.  Być może jednak, to co nazywamy grzechem pierworodnym, polega na tym, że odcięty  zostam nam Owoc Życia, a został dany owoc cywilizacji. Ta jednak niebezpiecznie  oddala się od natury i pamięci, szykując nam przestrzeń sztuczna, wymyśloną przez człowieka, krajobraz plastikowo-techniczny”.[1] Oby te stare, ocalone dzieła przyprowadzały dawny krajobraz kultury, w którym  pamięć ukryta, oby te stare, ocalone dzieła były używane tak, aby przyniosły obok dawnych i nowe sensy.

Prosimy Wszechmogącego Pana, Dawcę czasu i wieczności, Dawcę mądrości i talentów, aby nadal błogosławił życiu i dziełu Borysowi Woźnickiemu, jego bliskim.

Ogarniamy Ukrainę w trudnej i ważnej chwili, aby była krajem pokoju i wolności.

________________________________

Fragment homilii ks. Wiesława  Niewęgłowskiego podczas Mszy św. w intencji Borysa Woźnickiego dr honoris causa wygłoszonej do społeczności Akademii Sztuk Pięknych w kościele św. Krzyża dn  23 listopada 2004

 

 

 

 

 

 

 



[1] Zob. Rozmowa z W. Kassem, Zeszyty Literackie, n 4/2004, s.186